A czasami nawet usunięcie drobnej rysy kosztuje majątek - mówi. Udało się jedynie ustalić, że właściciel forda nie mieszka w Warszawie.
Ostatecznie policjanci ukarali Beatę Sobiczewską mandatem, a za wycieraczkę uszkodzonego auta włożyli kartkę z prośbą o kontakt. - Obejrzeli samochody i stwierdzili, że doszło do kolizji drogowej i w tej sytuacji muszą interweniować. Wojciech Pasieczny z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji uważa, że policjanci zareagowali prawidłowo. Właściciel forda zadzwonił do niej następnego dnia i powiedział, że nie ma pretensji, a rysę sam sobie wypoleruje. Trwało to bardzo długo, a efektu nie było.
- Byłam zmęczona i zmarznięta, w końcu poszłam ogrzać się do mieszkania, a oni wciąż wydzwaniali.
Beata Sobiczewska parkowała samochód pod blokiem przy Sanockiej 4 na Rakowcu. Pani Beata została spisana, zbadana alkomatem, a potem policjanci skupili się na próbach odnalezienia właściciela uszkodzonego auta. W końcu w sukurs przyszedł im drugi patrol, który przyjechał radiowozem. - Przecież na początku nie było wiadomo, jakie są uszkodzenia. Efekt - mała rysa na zderzaku i lekko pęknięta obudowa tablicy rejestracyjnej.
- Uszkodzenia były naprawdę niewielkie, dlatego pomyślałam, że po prostu zostawię za wycieraczką forda kartkę z numerem telefonu i prośbą o kontakt - mówi pani Beata.
Nie pozwolili na to policjanci, którzy przechodzili tuż obok i byli świadkami stłuczki. Po blisko dwóch godzinach przyjechał kolejny patrol, tym razem z drogówki. Zagapiła się i lekko uderzyła tyłem auta w stojącego na parkingu forda. - Czyli zrobili to, co ja proponowałam od samego początku - mówi pani Beata. Szybko się jednak okazało, że nie radzą sobie rady z załatwieniem najprostszych formalności - twierdzi Beata Sobiczewska. Nawet on przyznaje jednak, że interwencja była nieudolna - Być może przyczyną był brak doświadczenia młodych funkcjonariuszy, świadków stłuczki - mówi Wojciech Pasieczny.
. - Kiedy ukradli mi samochód czy napadli syna, policji nie było, a taką drobną sprawą zajmowało się ich aż sześciu - denerwuje się Beata Sobiczewska.
Podinsp.